„Na ulicy poczułem zimny, przenikający do szpiku kości wiatr, który zamiatał chodniki niespokojnymi podmuchami, i zrozumiałem, że jesień zakradła się na paluszkach do Barcelony. Na Plaza Palacio wsiadłem do tramwaju, który czekał pusty niczym wielka dziupla z kutego żelaza. Zająłem miejsce przy oknie i kupiłem bilet od konduktora.
– Jedzie aż do Sarria? – zapytałem. – Do samego placu.” (319)
„Najmocniej przepraszam. Pan mecenas podał mi adres pani Marlaski, ale nie do końca jestem pewien, czy dobrze zapamiętałem numer domu…
Margarita westchnęła, marząc o tym, by co rychlej się mnie pozbyć.
– Trzynaście. Ulica Vallvidrera, numer trzynaście.
– Tak, tak. Oczywiście.” (303)
„– Pamiętasz, czy Cristina coś mówiła, zanim opuściła Villę Helius ? Właściwie… – powiedział Pep teraz już prawie szeptem – słychać było, jak się kłóci z panem. Ja widziałem, że jest smutna. Wiele czasu spędzała sama. Co dzień pisała listy, a potem szła je wysyłać na pocztę przy alei Reina Elisenda.” (471)
„Byłbym wdzięczny, gdyby – o ile czas panu na to pozwoli, a inne zobowiązania nie przeszkodzą – towarzyszył mi pan w kolacji w piątek, 13 bieżącego miesiąca, o godzinie 22, w małej willi, którą wynająłem na czas pobytu w Barcelonie. Dom usytuowany jest na rogu ulic Olot i San José de la Montana, tuż przy wejściu do Parku Güell. Ufam i wyrażam nadzieję, że dojdzie do naszego spotkania” (156)
„Taksówka wspinała się powoli ku krańcom dzielnicy Gracia w kierunku odosobnionego i mrocznego Parku Güell. Wzgórze usiane było domami, które czasy największej świetności miały już za sobą. Drzewa, poruszane przez wiatr, to zasłaniały je, to odkrywały niczym fale czarnej wody. Na górze dostrzegłem dużą bramę parku. Trzy lata temu, po śmierci Gaudiego, spadkobiercy hrabiego Güella sprzedali ratuszowi opustoszałe miasto-ogród, którego jedynym mieszkańcem był jego twórca, za symboliczną pesetę. Zapomniany i zaniedbany ogród kolumn i wież teraz przywodził na myśl przeklęty Eden. Kazałem taksówkarzowi zatrzymać się przy bramie i zapłaciłem za kurs.” (161)
„Dziś cała redakcja spotyka się na bożonarodzeniowej kolacji. W El 7 Portes – powiedział dobrodusznym głosem. – Pewnie nic panu nie powiedzieli.” (58)
„W drodze powrotnej do pensjonatu zajrzałem do restauracji El 7 Portes, mieszczącej się pod arkadami domów Guifré. Nie wszedłem do środka, patrzyłem tylko przez okno, jak moi koledzy śmieją się i wznoszą toasty. Wiedziałem, że są szczęśliwi, iż mnie z nimi nie ma, mój widok bowiem nieustannie przypominał im o tym, kim pragnęliby być i kim nigdy nie będą.” (60)
„Spojrzeliśmy na siebie w milczeniu.
– A może poszedłby pan ze mną? – zaproponowałem. – Zapraszam, gdzie tylko ma pan ochotę. Na przykład do Can Solé. Uczcimy tam sukces Tajemnic Barcelony.” (59) (c/ San Carles, 4)
„Było tam zdjęcie ze ślubu Manuela Sagniera z żoną Martą, do której Cristina była łudząco podobna, portrety jej wujków i dziadków, zdjęcie z procesji na jednej z ulic Ravalu i z kąpieli na plaży San Sebastián przy Barcelonecie.” (125)
„Wysiadłem i spojrzałem w kierunku samochodu Grandesa. Inspektor wyczołgał się z kabiny i próbował wstać. Rozejrzałem się. W odległości 50 m zobaczyłem stację kolejki linowej, kursującej ponad barcelońskim portem z góry Montjuic na wieżę San Sebastían.”