"Przez resztę przedpołudnia gapiłem się w ścianę, póki dzwony z Santa María del Mar nie przypomniały mi, że zbliża się godzina spotkania z don Pedrem Vidalem." (136)

"Dachówki starego miasta błyskały od szronu, a nad Barceloną rozpościerało się purpurowe niebo. Z pierwszymi uderzeniami dzwonów kościoła Santa María del Mar z gołębnika zerwała się do lotu chmura czarnych skrzydeł. Zimny, przenikliwy wiatr przyniósł woń nabrzeży i węglowego dymu unoszącego się z kominów dzielnicy." (379)

"Wieża, zwieńczona hełmem z metalu i barwionego szkła, pełniącym zarazem funkcję latarni, i chorągiewką w kształcie smoka, górowała niczym strażnica nad dachami dzielnicy La Ribera. Pokonawszy schody, weszliśmy do sali, gdzie prokurent rzucił się otwierać wszystkie okna, by wpuścić światło i świeże powietrze. Znajdowaliśmy się w prostokątnym, wysokim pomieszczeniu o podłodze z ciemnych desek. Z jego czterech wielkich, ostrołukowych okien, wychodzących na cztery strony świata, rozciągały się widoki na bazylikę Santa María del Mar na południu, hale targowe dzielnicy Born na północy, stary dworzec Francia na wschodzie i niekończący się labirynt wpadających na siebie ulic i alei w kierunku Tibidabo na zachodzie. – No i co pan powie? Cudo – wykrzyknął entuzjastycznie bankier." (70)
