"Nazajutrz rano wymknąłem się z domu niemal na paluszkach, by nie zbudzić Isabelli i udałem się do prowadzonego przez jej rodzinę sklepu kolonialnego na ulicy Mirallers. Sklep był swoistym bazarem cudowności sprowadzanych ze wszystkich zakątków świata. Konfitury, słodycze i herbaty. Kawy, przyprawy, konserwy. Owoce i mięso solone. Czekolady i wędzonki." (242)
"Isabella zawahała się. Spojrzała na mnie szczerze i odpowiedziała prosto z mostu.
– Bo jest pan jedynym pisarzem, jakiego znam.
Uśmiechnęła się speszona i odeszła, ze swoim zeszytem, swoją szczerością, swoimi niepewnymi krokami. Patrzyłem za nią, jak skręca w ulicę Mirallers i znika za katedrą." (202)