"Szkoła San Gabriel wznosiła się w środku pokrytej drzewami alei w wąskiej i wznoszącej się serpentynami od Bonanova uliczce. Fasada, cała pokryta długimi i wąskimi jak sztylety oknami, sugerowała profil gotyckiego pałacu wybudowanego z czerwonej cegły, zawieszonego na łukach i wieżyczkach, wychylających się ponad koronami kasztanowców w katedralne sklepienia." (s. 216)
„Pobraliśmy się pewnego lutowego poranka w urzędzie miejskim. Nasza podróż poślubna ograniczyła się do wjechania kolejką na Tibidabo, by z tarasów parku podziwiać rozpościerającą się w dole Barcelonę, miniaturę z mgieł.” (s. 420)
"Deszczowe popołudnie na wschodnim stoku cmentarza Montjuic; patrzę na morze spomiędzy lasu niemożliwych grobowców, cuchnącego śmiercią lasu mauzoleów, krzyży i nagrobków z wyrzeźbionymi trupimi czaszkami i twarzami dzieci bez ust i bez spojrzeń, a wokół mnie(...)." (s. 325)
"Zainteresowanie rzeczywistym światem skupiało się na sprawach takich, jak synchronizacja świateł na Gran Via, tajemnice oświetlonych fontann na Montjuic czy automaty do gier w lunaparku Tibidabo." (s. 104)
"- Czy to prawda, tato, że podczas wojny zabierano ludzi do zamku na Montjuic i tam znikali bez śladu?" (s. 43)
"Wałęsałem się ponad godzinę, aż dotarłem do pomnika Kolumba. Ruszyłem dalej ku nabrzeżu i usiadłem na stopniach zapadających się w mroczne wody, tuż obok przystani dla motorówek. Ktoś widocznie wykupił nocną wycieczkę, bo nad wodą portowego basenu unosiła się procesja świateł, zza której słychać było śmiech i muzykę. Przypomniały mi dni, kiedy z ojcem płynęliśmy wynajętą łodzią na koniec cypla. Stamtąd można było zobaczyć cmentarz na zboczu Montjuic i bezkresne miasto umarłych." (s. 59)
" - Otóż tak się złożyło, iż wczoraj, odprowadziwszy do domu Bernardę, która nie doznała uszczerbku na cnocie, choć i owszem zyskała parę siniaków na pośladkach, doświadczyłem, wskutek niekontrolowanych wzwodów wieczornych, bezsenności, którą to okoliczność spożytkowałem, udając się do jednego z ośrodków informacyjnych barcelońskiego półświatka, konkretnie zaś do tawerny Eliodora Salfumana, zwanego zimnodupkiem, lokalu nie najzdrowszego, acz pełnego swoistego kolorytu na ulicy Sant Jeroni, dumie i sercu dzielnicy Raval." (s. 266)
"Zaintrygowany policjant postanowił ugościć Jorge Aldayę u siebie w domu. Fumero mieszkał w posępnym mieszkaniu w dzielnicy Raval, przy ulicy Cadena, w towarzystwie licznych owadów, zbieranych do aptekarskich flaszeczek i z pół tuzina książek." (s. 417)
"Zadzwoniłem do pensjonatu na ulicy Joaquin Costa. Odezwała się dona Encarna, która głosem już nieco przesiąkniętym anyżówką powiedziała, że nie widziała Fermina od rana." (s. 360)
"Noc już całkiem zapadła, kiedy stanęliśmy przed bramą Cmentarza Zapomnianych Książek, w cieniach ulicy Arco del Teatro. Chwyciłem za kołatkę i uderzyłem nią mocno trzy razy." (s. 194)