"Nie mieściło mi się w głowie, że śmierć może być obok mnie, mieć ludzką twarz i serce zatrute nienawiścią, że może być ubrana w mundur lub płaszcz gabardynowy, stać w kolejce do kina, śmiać się w barach lub prowadzić rano dzieci na spacer do parku Ciudadela, (s. 42) a po południu doprowadzać do całkowitego zniknięcia ludzi w kazamatch zamku na Montjuic lub w zbiorowym grobie, bezimiennie, bez ceremoniału." (s. 42)
"- Ja się nie wtrącam do polityki. Niemniej mogę wam zdradzić, że zrzuciwszy biednego don Federica ze sceny celnym celnym trafieniem butelką, agenci zabrali go na komisariat na Via Layetana" (s. 165)
"Po południu, w porze obiadowej, udałem się na Pocztę Główną i zamieniłem słówko ze starym pracującym tam znajomym. Skrytka pocztowa o numerze dwa trzy dwa jeden założona jest na niejakiego Jose Maria Requejo, adwokata posiadającego kancelarię na ulicy Leona Trzynastego." (s. 204)
„Zaprowadziłam go na Barcelonetę i wyszliśmy na prawie bezludną plażę, fantasmagorię, koloru piasku, rozpływającą się w powietrzu. Usiedliśmy blisko brzegu, jak to robią dzieci i starcy. Julian uśmiechał się w milczeniu do własnych wspomnień.” (s. 444)
"Zasobniejsi o zdobyte nieuczciwie fundusze, stanęliśmy na rogu przy Rambla de Cataluna, czekając na wolną taksówkę. Ale musieliśmy kilka przepuścić, Fermin oświadczył bowiem, że jeśli już nadarza mu się sposobność przejażdżki samochodem, to niech to będzie przynajmniej studebaker." (s. 215)
"Sophie znalazła pracę jako prywatna nauczycielka gry na fortepianie i solfeżu w szkole muzycznej przy ulicy Diputacion. W tamtych latach przyjęte było, by córki z dobrych domów, odbierając staranne wykształcenie w sztuce dobrego wychowania, posiadały również dar salonowego muzykowania" (s. 407)
"Zza gałęzi dostrzec można było ów dziwny budynek, którego szkic zrobiony ręką młodego Caraxa widziałem przed chwilą, ale teraz natychmiast rozpoznałem budowlę. Wieża El Frare Blanc z alei Tibidabo. Na odwrocie fotografii widniała prosta dedykacja: Kocha Cię, Penelope." (s. 133)
"Owego popołudnia, wspinając się aleją Tibidabo, Julianowi zdawało się, że właśnie przekroczył bramy raju. Po obu stronach drogi wznosiły się rezydencje, które jawiły mu się jako katedry." (s. 228)
"Na przystanku dostrzegłem błękitny tramwaj; dzwoneczek konduktora rozcinał wiatr. Przyspieszyłem i gdy tramwaj już prawie ruszał, wskoczyłem na stopnie. Konduktor, stary znajomy, wziął ode mnie monety, mrucząc coś pod nosem. Usiadłem w środku, osłonięty od śniegu i zimna. Mroczne rezydencje przesuwały się powoli za oknami pokrytymi szronem. Konduktor patrzył na mnie z ową mieszaniną obawy i zaczepności, którą osadził mu na twarzy chłód. ” (s. 485)
"Kilka miesięcy później don Ricardo Aldaya przeprowadził swą rodzinę do budynku przy alei Tibidabo, gdzie po dwóch tygodniach narodziła mu się najmłodsza córka, Penelope. Żeby to uczcić ,Aldaya przechrzcił dom na Villa Penelope." (s. 258)