„Gdy wychodziłem z bramy, zaczynał padać śnieg i niebo rozpływało się w leniwych świetlnych łzach, które znikały w oddechu. Ruszyłem w kierunku placu Cataluna; wokół nie było żywej duszy.” (s. 477)

"Gdy wyszedłem z bramy, ulice jeszcze drzemały, okryte niebieskawym pledem ocierającym się o cienie i kałuże pozostawione nocą przez mżawkę. Zapiąłem kurtkę po szyję i szybko ruszyłem w kierunku placu Cataluna." (s. 155)