Paryż świętuje sukces Carlosa Ruiza Zafona jako hołd dla lektury

Paryż widziany z wysokości, z 56. piętra drapacza chmur na Montparnasse, punktu, do którego nigdy nie dotarłby bohater Cienia Wiatru, Júlian Carax, przygarnął wczoraj Carlosa Ruiza Zafona, autora książki, którą składające się z francuskich wydawców i pisarzy jury ogłosiło najlepszą spośród wszystkich zagranicznych powieści opublikowanych u naszych sąsiadów w tym roku, uznając ją za „hołd złożony czytaniu, sztuce, która zdaje się z wolna zanikać”.

Pewna niewielka część akcji Cienia Wiatru toczy się w Paryżu pomiędzy 1919 a 1936 rokiem. „Wybrałem Paryż z różnych powodów”, tłumaczy pisarz. „Chociażby dlatego, że przez cały wiek XIX i większą część XX miasto to stanowiło dla barcelończyków cel literackich eskapad, oraz dlatego, że ta powieść wiele zawdzięcza literackiemu światowi, który narodził się właśnie tu, w Paryżu”. I Ruiz Zafón wymienia nazwiska: Wiktor Hugo, Balzak czy Gaston Leroux.

Według jury, kontynuującego tradycję inicjatywy powstałej w 1948 roku, za którą stoją postaci takie, jak Raymond Queneau, „tegoroczne głosowanie nie przyniosło niespodzianek, bo wystarczyła jedna tura, by stwierdzić, że zwyciężyli Ruiz Zafón i Cień Wiatru. I dobrze się stało, bo ta powieść jest hołdem złożonym czytaniu, sztuce, która zdaje się z wolna zanikać.” Pomiędzy cechami Cienia…, które wyróżniło jury, wymieniano to, że: „ta książka jest dostępna szerokiej publiczności, ale jest jednocześnie dziełem erudyty; że kontynuuje dziewiętnastowieczną tradycję literacką; że wielką powieścią edukacyjną, i, co najważniejsze, że opowiada nam historię postaci, której los zmienia się dzięki książce – lub z jej powodu”.

Międzynarodowa kariera powieści zaczęła się już jakiś czas temu, „natomiast we Francji, jak ją wydano w kwietniu tego roku, książka natychmiast zaczęła zbierać przychylne recenzje. Jak na razie sprzedano 50 000 egzemplarzy wydania, w którym zachowano okładkę z fotografią Català-Roki, wspaniale oddającą klimat Hiszpanii lat pięćdziesiątych”, mówi autor. Nagroda może tę liczbę zwielokrotnić, chociaż trudno oczekiwać, żeby liczba sprzedanych egzemplarzy zbliżyła się do 350 000, jak w Niemczech, i do prawie miliona egzemplarzy wszystkich wydań hiszpańskojęzycznych, jakie sprzedało wydawnictwo Planeta. „Właśnie ukazał się nakład 25 000 egzemplarzy po angielsku, co jest ogromną liczbą jak na hiszpańską powieść, albo, mówiąc ściślej, jak na powieść zagraniczną. Brytyjczycy publikują bardzo mało przekładów”, stwierdza Ruiz Zafón, który chciałby znów mieszkać w Barcelonie. „Problem leży w tym, że wszystkie moje rzeczy osobiste, czyli ubrania, książki, komputer, są w kontenerze, który zamiast płynąć bezpośrednio z Los Angeles do Barcelony, statkiem, który przepływa przez Kanał Panamski, pojechał pociągiem do portu atlantyckiego, żeby stamtąd wyruszyć do Hajfy w Izraelu, a potem do Genewy, a wtedy, kto wie, kiedy, do Barcelony. Do tego od półtora roku podróżuję wraz z moją książką, a, gdy jestem w drodze, nie potrafię pisać. Mam w głowie kolejny tom związany z cmentarzem zapomnianych książek, historię, która będzie miała wspólne punkty z Cieniem Wiatru, ale będzie się ją czytało jako niezależną opowieść. Jednak, jak na razie, nie mam ani możliwości, ani czasu, żeby zająć się pisaniem. Nie umiem tego robić, kiedy mi się przerywa, gdy przemieszczam się z miejsca w miejsce”.

Ruiz Zafón nie tęskni za latami, które spędził na pisaniu scenariuszy w Los Angeles, chociaż ciepło wspomina to miasto: „W Barcelonie mogę znów się zgubić, spacerując, wyjść na ulicę i włóczyć się bez celu. To powrót do starej Europy!”

Octavi Martí, Paryż
El País, 24. 11. 2004